środa, 5 października 2011

Rączką

Wpis - pokłosie komentarzy pod poprzednią notką, dotyczących analogowej roboty, w klasycznym stylu, rączką. Trzy plansze (kolorowe ksero, bo oryginały to nie wiem gdzie są, w szkole chyba wciąż, jak nie na makulaturze) z mojego dyplomu w bydgoskim plastyku. Rocznik '97. Akurat przewiozłem z Torunia do stolicy trzy tygodnie temu.


pic name

pic name

pic name

Jak widać, byłem wtedy klasycznym komiksowym ciulem. Oznak geniuszu brak (i tak jest do dziś). Mamy tam akryle, ekoliny, tusz. Literek brak, bo font na kompie robiłem. Niestety, gdzieś mi wcięło kopię ostatniej planszy. Z anegdotek, to grono oceniające dyplom chwaliło robotę (z daleka - plansze wisiały, niczym obrazy) ale się dopytywało czemu to wszystko takie pocięte. Patrzę na to i tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jak kolor to tylko na kompie.

6 reakcje:

IcekMały pisze...

Plecy konia są? SĄ!

M. Sledzinski pisze...

I nawet plecy smoka!

Pornboy pisze...

imho przełomem to był Azbest 2 prznjamniej dla mnie jak "poznałeś" tych dwóch "kolegów" którzy rysowali nieco inną kreską :)

M. Sledzinski pisze...

Dżim Li i Tot Makfarlan?

Anonimowy pisze...

No, rzeczywiście, są straszne. Komputerowa robota jak najbardziej jednak mile widziana. Chociaz, to moze byc jednak kwestia po prostu wieku i doświadczenia. Pyknij jedną plansze we farbach dzisiaj, tak bardziej dla wprawy, a z pewnością wyjdzie to lepiej niż to coś z przeszłości. Taka karma po prostu.

M. Sledzinski pisze...

@Anonim - "No, rzeczywiście, są straszne."

Oj, są, są. Pokazuję poniekąd również po to, aby zaznaczyć warsztatowy progres, który osiągnąłem. Jakoś.

"Pyknij jedną plansze we farbach dzisiaj, tak bardziej dla wprawy, a z pewnością wyjdzie to lepiej niż to coś z przeszłości."

Farbki oraz czas na farbki to luksus, który w tym momencie jest dla mnie średnio dostępny. Nie wykluczam w przyszłości (czyt. starości).