![]() | ![]() | ![]() |
Jak widać, byłem wtedy klasycznym komiksowym ciulem. Oznak geniuszu brak (i tak jest do dziś). Mamy tam akryle, ekoliny, tusz. Literek brak, bo font na kompie robiłem. Niestety, gdzieś mi wcięło kopię ostatniej planszy. Z anegdotek, to grono oceniające dyplom chwaliło robotę (z daleka - plansze wisiały, niczym obrazy) ale się dopytywało czemu to wszystko takie pocięte. Patrzę na to i tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jak kolor to tylko na kompie.



6 reakcje:
Plecy konia są? SĄ!
I nawet plecy smoka!
imho przełomem to był Azbest 2 prznjamniej dla mnie jak "poznałeś" tych dwóch "kolegów" którzy rysowali nieco inną kreską :)
Dżim Li i Tot Makfarlan?
No, rzeczywiście, są straszne. Komputerowa robota jak najbardziej jednak mile widziana. Chociaz, to moze byc jednak kwestia po prostu wieku i doświadczenia. Pyknij jedną plansze we farbach dzisiaj, tak bardziej dla wprawy, a z pewnością wyjdzie to lepiej niż to coś z przeszłości. Taka karma po prostu.
@Anonim - "No, rzeczywiście, są straszne."
Oj, są, są. Pokazuję poniekąd również po to, aby zaznaczyć warsztatowy progres, który osiągnąłem. Jakoś.
"Pyknij jedną plansze we farbach dzisiaj, tak bardziej dla wprawy, a z pewnością wyjdzie to lepiej niż to coś z przeszłości."
Farbki oraz czas na farbki to luksus, który w tym momencie jest dla mnie średnio dostępny. Nie wykluczam w przyszłości (czyt. starości).
Prześlij komentarz