środa, 28 września 2011

Zadyma

Dziś, moi drodzy, poruszymy temat dymków w komiksowej sztuce, na podstawie zjebki, jaką zafundował nam plakat, zbliżającego się MFKiG w Łodzi. Plakat prezentuje się, jak widać poniżej.


Umawiamy się, że przymykamy oko na pomysł użycia fotografii, skądinąd autorstwa fachowca, która z komiksowym festiwalem ma wspólnego tyle, ile moje skarpety, leżące w koszu z brudną bielizną, oraz na to, że odpowiedzialni za Festiwal mieli rok, aby przygotować plakat, licujący z największą komiksową imprezą w kraju czy nawet w tym regionie Europy. Można także porównać powyższy plakat z projektami, zaproponowanymi przez Ostrego.


Nie czepiam się użytej czcionki. Jest w sam raz, typowo komiksowa, pachnąca amerykaną, do użycia w klasycznym mainstreamowym, komiksowym tytule. Oba dymki mają też odpowiednią grubość outline'u (grubość czerni obrysowania), ale tylko zważywszy na to, że to plakat. Na komiksowej planszy proponuję używać stosunkowo cieńszej linii obrysunku, dymek nie robi się wtedy przyciężkawy i nie wybija się ponad rysunek.

Oba mają po całości spieprzone ogonki. W dymku pierwszym (umiejscowionym zbyt blisko bielizny) niepotrzebnie nachodzi on na gacie, w drugim, końcówka ogonka jest na styk, z wypowiadającym kwestię kartonowym robotem. Pewnie jest to podyktowane niewiarą w to, że odbiorca plakatu załapie, że mówią do niego gacie i karton. I trzeba to na chama mu wbić do głowy. Co z kolei wynika z głupoty samego pomysłu, który, jak słusznie zauważył na tweeterze artmac "wygląda jak odrzut z okładki Angory". Przy okazji, oba ogonki są paskudne. Są zbyt grube w podstawie (przy dymku) a ogonek dymka drugiego posiada załamanie, którego nic absolutnie nie tłumaczy, nie licząc fantazji autora, lub jego braku skilla w pracy na clipartach Corela. Amatorka pełną gębą.

Dymek pierwszy w kształcie przypomina kopniętą elipsę. Kopnięcie było niepotrzebne. Dzięki kopnięciu mamy do czynienia z dramatem światła (w tym przypadku z odległością pomiędzy krawędzią dymka a pierwszą/ostatnią literą danego wersu tekstu). Zamiast skorzystać ze zwykłej elipsy oraz wyrównania tekstu do środka, dzięki czemu w łatwy sposób tekst znalazłby się w centrum dymka, z równym światłem zarówno po lewej, jak i prawej, projektant niepotrzebnie zdecydował się na dynamiczniejszy kształt (wspomniane kopnięcie) przez co zrodził mu się problem z tekstem, który próbował rozwiązać przesunięciem ostatniego wersu w prawo (korzystając ze światła, które wytworzyła zbyt gruba podstawa ogonka). Poległ na całej linii.

Dymek drugi to większy dramat. Tekst pisany kursywą wpisuje się w dymek o wiele trudniej, gdyż nachylenie liter tworzy dodatkowy problem ze światłem. Nie rozumiem także użycia większej czcionki, pointa dowcipu (HAHAHAHAHAHA!) tego nie tłumaczy. Sam kształt dymka jest nieodpowiedni do ułożonego w nim tekstu. Mamy do czynienia z kształtem zbliżonym do koła, przez co znów siada światło. Pierwszy wers nie pozwolił na dociągnięcie tekstu do góry, przez co ostatni wers opadł zbyt głęboko na dno. Dzięki temu mamy zbyt dużo światła na górze, za mało na dole. Dodatkowo kursywa oraz wykrzykniki (zawsze spieprzające światło w źle zaprojektowanych pod tym względem czcionkach) optycznie przesuwają ciężar liter w prawo (znów za dużo światła po lewej, za mało po prawej). Za dużo światła pozostaje również pomiędzy wersami. Znów widać próby ratowania sytuacji - wers trzeci nieznacznie dosunięty do lewej. I znów porażka.

I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o przemyślenia na gorąco. Pozostaje tylko pogratulować pomysłodawcom plakatu fantazji. Może koledzy po fachu dodadzą w komentarzach kolejne przemyślenia lub sprostują moje.

0 reakcje: